Pliki Cookies zapewniają sprawne funkcjonowanie tego portalu, czasami umieszczane są na urządzeniu użytkownika. Ustawienia cookies można zmienić w przeglądarce. Więcej o przetwarzaniu danych w polityce prywatności. Prosimy o wyrażenie zgody na cookies.

Tak, zgadzam się
Nie teraz
Copernicus Center Press
KATALOG

Filmy

Z autografem

Biografie

Etyka

Filozofia ekonomii

Filozofia nauki

Filozofia prawa

Historia filozofii

Kognitywistyka

Kosmologia

Lingwistyka

Logika

Matematyka

Nauka i religia

Nauki ewolucyjne

Michał Heller

Zagadnienia Filozoficzne w Nauce

Wydania kieszonkowe
Seria Piąty Wymiar
Książki po przejściach
Seria Nauka i Religia

"Gruba Promocja"

W podróż z nauką

"W Tym Miesiącu Polecamy"

Gratka dla Książkomaniaka

Pchły, plotki a ewolucja języka - Mądre Książki

2019 - 08 - 20 / 10:47

Robin Dunbar w swojej kolejnej książce postawił sobie za cel udowodnienie tezy mówiącej, iż język ewoluował jako forma utrzymywania więzi społecznych i ma głęboki związek z pewnym charakterystycznym zachowaniem naczelnych – iskaniem. Wzajemna pielęgnacja pomogła naszym kuzynom w przetrwaniu. Wzajemne iskanie było kluczowe dla zawierania sojuszy, budowania więzi społecznych, w końcu dla symbolicznego określenia kogoś swoim przyjacielem, w odróżnieniu od nieiskanych wrogów.

 

Tytuł książki może być nieco mylący. Dunbar nie zajmuje się jedynie ewolucją języka, ale głównie szeroko rozumianym procesem rozwoju społeczeństwa, począwszy od naszych małpich kuzynów, ludów pierwotnych, aż po dzisiejsze społeczności. Język natomiast miał być według niego jednym z narzędzi, które miały być niezwykle cennym środkiem cementującym więzi między poszczególnymi osobnikami w grupie.

 

U małp naczelnych tworzenie silnych więzi było kluczem do przetrwania. O ile tworzenie sojuszy było trudne, to ich utrzymywanie było jeszcze trudniejsze, ponieważ bardzo czasochłonne. Dunbar wysunął tezę, że istnieje granica – optymalna liczba osobników, która zapewnia spójność stada. Jej przekroczenie powoduje rozpad wcześniejszych relacji. Ze względów bezpieczeństwa opłacało się utrzymywać jak najwięcej „znajomości”, ale też nie na tyle dużo, aby nastąpił ich rozpad. Dunbar twierdzi, że język rozwinął się jako substytut czy też raczej o wiele bardziej rozwinięta forma iskania; miał pełnić głównie funkcję pielęgnacji więzi.

 

Jednym z istotniejszych aspektów, które prymatolog ten omawia w swojej książce jest ustalenie, jaka jest optymalna liczba członków społeczności oraz dlaczego jest to właśnie taka a nie inna liczba. Autor niejako nakazuje czytelnikom zastanowić się, jak wiele jest osób, które znamy na tyle, aby poprosić je o przysługę lub dołączyć do toczącej się miedzy nimi dyskusji, bez obawy odrzucenia bądź odczucia czegoś w rodzaju niezręczności. Nasze indywidualne odpowiedzi bez wątpienia będą się różniły, jednakże Robin Dunbar określił, że jesteśmy w stanie utrzymywać relację ze średnio 150 osobami (liczba ta została nazwana „Liczbą Dunbara”). Liczba Dunbara jako zjawisko służy do pomiaru złożoności obsługi i utrzymywania autentycznych relacji społecznych. Pomaga nam utrzymywać kontakty z własnymi znajomymi, identyfikować znajomych swoich znajomych i ich wzajemne relacje, a to wszystko po to, aby kierować swoimi relacjami z każdym z nich – łagodzić konflikty, uszczęśliwiać ich, dbać o dobry kontakt z każdym z osobna. Jak można sobie wyobrazić, trudno byłoby na dłuższą metę utrzymywać relacje z każdym z członków tak dużej grupy posługując się jako narzędziem iskaniem. Byłaby to czynność zbyt czasochłonna. Dlatego właśnie pojawił się język. Pozwalał on utrzymywać kontakt z wieloma sąsiadami na raz. Pozwolił zwiększyć liczebność grupy, co naturalnie wpłynęło na bezpieczeństwo zbiorowości. Język jest o tyle lepszym narzędziem, że pokonuje ograniczenia fizycznej pielęgnacji bliskich, jednocześnie pozwalając metaforycznie „czyścić” relację ­– rozmawiać z kilkoma osobami na raz w tym samym czasie. Umożliwia również „czyszczenie” relacji z dystansu i służy zastępowaniu jej fizycznej pielęgnacji, choć – bez wątpienia – taka forma również daje satysfakcję.

 

Stu pięćdziesięciu członków ludzkiej społeczności to liczba o wiele większa niż w przypadku innych ssaków. Dunbar zakłada, że jest ona bezpośrednio skorelowana z proporcją stanowiącą stosunek kory mózgowej (neocortex) do pozostałej części mózgu. Neocortex czyli: „nowy” mózg, w którym znajdują się ośrodki zmysłów, poznania, wyobraźni przestrzennej czy choćby mowy właśnie. Jest on przedstawiony w opozycji do pnia mózgu, „starej” jego części, która odpowiada za pierwotne, „gadzie” (chciałoby się powiedzieć) instynkty, takie jak: złość, lęk, wstręt i instynkt przetrwania. U ludzi ten stosunek wynosi 4:1, co miałoby przełożenie na zdolność ludzi do utrzymywania relacji z większym niż u innych ssaków „stadem”.

 

Mówimy. Rozmawiamy. Rozwinęliśmy język jako narzędzie komunikacji, narzędzie kontemplacji, potrafimy nawet używać go do roztrząsania problemów abstrakcyjnych. Jednakże – jak każdy z nas musi przyznać – to nie uczone dysputy sprawiają, że świat się kręci. Czyni to plotka, tak zwany „small-talk”, zwykłe, towarzyskie pogaduszki, które pomagają budować i pielęgnować relacje zarówno w skali indywidualnej jak i społecznej. Dunbar pośrednio odrzuca istniejące teorie na temat pochodzenia języka i proponuje teorię własną. Według niego język ewoluował, abyśmy plotkowali…

 

Rafał Siemko - Mądre Książki