Pliki Cookies zapewniają sprawne funkcjonowanie tego portalu, czasami umieszczane są na urządzeniu użytkownika. Ustawienia cookies można zmienić w przeglądarce. Więcej o przetwarzaniu danych w polityce prywatności. Prosimy o wyrażenie zgody na cookies.

Tak, zgadzam się
Nie teraz
Copernicus Center Press
KATALOG

Filmy

Z autografem

Biografie

Etyka

Filozofia ekonomii

Filozofia nauki

Filozofia prawa

Historia filozofii

Kognitywistyka

Kosmologia

Lingwistyka

Logika

Matematyka

Nauka i religia

Nauki ewolucyjne

Michał Heller

Zagadnienia Filozoficzne w Nauce

Wydania kieszonkowe
Seria Piąty Wymiar
Książki po przejściach
Seria Nauka i Religia

"Gruba Promocja"

W podróż z nauką

"W Tym Miesiącu Polecamy"

Gratka dla Książkomaniaka

Instynkt sztuki - Mądre Książki

2019 - 08 - 19 / 09:40

Jak daleko może sięgać historia sztuki? Malowidła w jaskiniach Lascaux mają około 17 000 lat i są chyba najstarszym zachowanym przykładem artystycznej działalności człowieka. Czasy starożytne zaczęły już obfitować w różnego rodzaju dzieła sztuki. Niektórzy psychologowie twierdzą jednak, że początków sztuki należy szukać wcześniej. Znacznie wcześniej. W zasadzie musimy się cofnąć aż do źródeł naszego gatunku. Nasi przodkowie mieli rozwinąć instynkty, które ostatecznie doprowadziły do zaistnienia ponadczasowych dzieł Chopina, Mozarta, Rembrandta, Szekspira. Denis Dutton, autor Instynktu sztuki wprowadza pojęcie „darwinowskiej estetyki” i uważa, że jest ona warta tego, aby zapoznać z nią szersze grono odbiorców.

 

Dutton jest profesorem filozofii sztuki Uniwersytu Canterbury w Nowej Zelandii, jak również założycielem i redaktorem witryny internetowej „Arts & Letters Daily”. Idee, które są punktem wyjścia dla jego teorii, pochodzą z ewolucyjnego odgałęzienia psychologii, które zaczęło wyrastać z początkiem lat 90. Lekturę jego książki rozpocząłem z niekłamanym zainteresowaniem, ponieważ wydawało mi się (i nadal wydaje) niezwykle interesującym powiązanie zmysłu sztuki z ewolucjonizmem, bo jak może się mieć darwinowskie postrzeganie życia do ludzkiej kreatywności i zaspokajania potrzeby sztuki? Pamiętajmy, że sztuka to nie tylko sama estetyka ale też przekaz dzieła ukryty pod warstwą nośną. Autor musiał spędzić bardzo dużo czasu na zmaganiach z teoriami sztuki wypracowanymi przez różnych myślicieli, począwszy od Arystotelesa, przez i Kanta, Bella, aż do Michela Foucaulta.

 

Darwin i teoria doboru płciowego pojawiają się dopiero około strony 140. Wcześniej Duttona poddaje w wątpliwość relatywizm kulturowy przejawiany przez większość współczesnych antropologów i krytyków sztuki. Dutton wykazuje, że we wszystkich społeczeństwach istnieją artystyczne uniwersalia. Zmysł sztuki Duttona jest zdecydowanie antypostmodernisty, co bardzo wyraźnie widać, ponieważ mniej więcej w trzech czwartych książki włączył mu się tryb krytyka sztuki i zaczął snuć własne przemyślenia, porzucając niemal całkowicie wątek darwinowski. O ile zaczął książkę od przedstawienia dwunastu cech definiujących sztuk; są to kolejno: 1. bezpośrednia przyjemność, 2. biegłość i wirtuozeria, 3. Styl, 4. nowatorstwo i kreatywność, 5. krytyka, 6. naśladownictwo, 7. szczególne miejsce/wyjątkowość, 8. wyrażanie indywidualności, 9. nasycenie emocjonalne, 10. wyzwanie intelektualne, 11. tradycje i instytucje sztuki, 12. wyobraźnia, to pod koniec książki, w rozdziale ósmym nie obawia się stwierdzić, że największa sztuka powstaje z przekonania, że istnieje prawdziwe piękno, istnieje obiektywna prawda, a dobro jest prawdziwą wartością niezależną od ludzkich kultur i wyborów. Definicja ta, jak uważam, wyklucza poza nawias sztuki wiele wspaniałych dzieł dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. Aby nie szukać daleko można podać przykład twórczości Różewicza – właściwie całość (może poza dramatami) wypadłaby poza nawias „sztuki”.

 

Jakkolwiek Dutton wypowiada się na temat etnografii i sztuki jako takiej, dążąc do przedstawienia jej jako wartości uniwersalnej dla wszystkich kultur, to wyraźnie się ogranicza, ponieważ przykładami, które podaje pozostają głównie dzieła sprzed XX wieku i pochodzące z Europy bez względu na to, czy mówi o muzyce, sztukach wizualnych czy literaturze. Tworzy to mały dysonans między tezą a dobranymi środkami do jej uzasadnienia. Być może moje obiekcje wobec takiego punktu widzenia wynikają z tego, że moja edukacja miała miejsce w umownej erze postmodernizmu i jednak to pojęcie sztuki które zostało mi przekazane i które też sam sobie wypracowałem jest szersze. Może jestem wytworem mojej własnej postmodernistycznej edukacji, ale w końcu, pomimo mojego optymizmu dla jego tematu, po prostu nie podoba mi się podejście Duttona do sztuki.

 

Cała idea Duttona dotycząca tego, jak prymitywne, ewolucyjnie pochodne cechy gatunku napędzają nasze zainteresowanie sztuką, opiera się na dwóch przesłankach, które mówią, że istnieje definiowalna, określona i esencjalna natura ludzka oraz, że istnieje w takim samym stopniu definiowalna esencja tego, co nazywamy sztuką. Tylko czy tak jest rzeczywiście? Czy istnieją dokładnie określone granice sztuki? A człowieka? Humanizmu? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam na pytanie. Poezja wspomnianego już Różewicza nie może być uznana za poezję według definicji przedmodernistycznych a jednak dzisiaj za poezję ją uważamy…

 

Dutton kończy na niezwykle fascynującej dywagacji na temat trzech zastanawiających tematów: roli intencji artystów dla ich twórczości; implikacje fałszerstwa i plagiatu oraz rola i znaczenie prowokacji dadaistycznych. Perfekcyjne fałszerstwo może przecież przynieść taką samą przyjemność, jaką pierwotnie miał wywołać oryginał, ale mimo to czujemy się oszukani, ponieważ nie dowodzi to oryginalności umysłu, którego oczekujemy w sztuce. Według autora dla wszystkich tych trzech idei źródło jest to samo – pożądanie przez ludzi oryginalności, która ma dowodzić „jakości” ich autora. A to miałoby pełnić funkcję bardzo pomocną (o ile nie wiodącą) w doborze seksualnym. Nasze poczucie estetyki i nasze uznanie dla sztuki pochodzą z tego drugiego.

 

Niedawno pisałem recenzję dotyczącą książki o doborze płciowym, która nosi tytuł Ewolucja piękna i muszę przyznać, że obie książki jakoś łączą się w całość. Być może nie bezpośrednio ale w pewnej warstwie znaczeniowej owszem. Mamy dobór płciowy, który mówi ni mniej, ni więcej tylko tyle, że „przetrwa najpiękniejszy”, że samice wybierają piękno i estetykę w pewnym znaczeniu bezużyteczną w miejsce dostosowania i tak tutaj piękno jest pożądane, kontemplowane i obecne gdzieś w naszej podświadomości. Sztuka, jak mówi autor, jest sygnalizacją wartości osobnika, twórcy. Tak, jak ptak stroszy kolorowe pióra i wykonuje akrobacje, aby zwrócić na siebie uwagę, pokazać, że jest zdrowy tak samo podziwiamy artystów. Może się wydawać, że demonstrują umiejętność bezużyteczną dla przetrwania i sygnał, jaki wysyłają mówi: „mam dużo energii, by wyprodukować te wszystkie rzeczy, które nie służą niczemu”, to jednak kreatywność jest symptomem bystrego i sprawnego umysłu. Ponadto Dutton opisuje – i to jest jeden z najciekawszych wątków w książce – jak umiejętność opowiadania historii (literatura, teatr, opera) wykształciły się jako środek przetrwania. Wśród naszych przodków ci, którzy potrafili opowiadać historie, mieli przewagę nad tymi, którzy tego nie potrafili.

 

Denis Dutton zastanawia się czy istnieje uniwersalny model piękna, który jest charakterystyczny dla wszystkich ludzi, bez względu na ich kulturę i tradycje. Zastanawia się również nad tym, dlaczego ludzie tworzą sztukę. Dlaczego decydują się poświęcić swój czas i zasoby mimo jej wątpliwej wartości praktycznej.

 

Rafał Siemko - Mądre Książki